Z powodu upałów, wakacji i… tego wszystkiego moja wena spakowała walizki i pojechała na urlop, szkoda że ja nie.  Praca zarobkowa męczy… A pieniądze nabierają nowego znaczenia. Nie są już dostanym za samo istnienie kieszonkowym. Są nagrodą za ciężką pracę… (chociaż za oglądanie filmów na tablecie, czytanie książek i spanie też mi płacą XD… ale Ciiii ) … za poświęcenie itp itd… Ech… Wena podpowiada mi, cobym opublikowała, spłodziwszy wcześniej jakieś opowiadańsko i/lub wiersz… Swoją drogą, tego drugiego mam troszkę… w moim magicznym i tajemniczym zeszycie w jeże… (bo jeże są takie słodkie i kolczaste… ) Przeprowadziłam się do innego pokoju… takiego mojego, prywatnego… Nikt mi tu nie wchodzi, bo nikomu nie chce się wchodzić po schodach. Mam osobne wejście, i tak trochę jestem samodzielna… (mama nadal mnie karmi i ubiera… W tej kwestii nic się nie zmieniło.) Przeprowadzając się znalazłam oryginalną kasetę Beatlesów (dla tych co nie wiedzą, kiedyś muzyki można było posłuchać dzięki takim magicznym urządzeniom jak adaptery, boomboxiki, i inne takie…) Sama się boję co jeszcze znajdę u siebie… jeszcze nie wszystko przeniosłam… Trochę się tego wszystkiego nazbierało przez 19 lat. Idę płodzić coś konstruktywnego… Może opowiadańsko… A może rozkminę… aj… jeszcze nie wiem…