Każdy pragnie mieć przyjaciela, przyjaciół… Otaczamy się niezliczonymi ludźmi, chodzimy na imprezy na których się upadlamy (przynajmniej częściowa ja tak mam, w końcu to mój blog) łazimy tłumnie na koncerty i inne wydarzenia mniej lub bardziej kulturalne, łazimy w plener i inaczej kreatywnie bądź całkowicie odwrotnie spędzamy czas z innymi (no chyba że ktoś z was jest totalnie wyalienowanym noobem, który ciupie cały dzień w LoL’a, WOW’a tudzież w cs’a, ale zakładam że takie przypadki nie czytają blogów.) Niema co ukrywać że jesteśmy zwierzętami stadnymi. Chcąc lub nie chcąc potrzebujemy towarzystwa. (no chyba że… patrz poprzedni nawias, ale żeby grać w w.w. gry też trzeba mieć towarzystwo.) Wiec reasumując to co powiedziałam przed chwilą, i skracając to do jednego zdania: Polak nie kaktus, pić musi ( co k**wa? ) Widać mój alkoholizm przejął nade mną władze. Miałam na myśli. Człowiek nie „coś tam”, towarzystwa potrzebuje. (jak ktoś ma pomysł na to „coś tam” piszcie śmiało.)

No, i skoro go potrzebujemy, to próbujemy sobie go znaleźć. W różny mniej lub bardziej udany i kreatywny sposób, np:

- w szkole (o ile się jeszcze do niej chodzi)

Moją najlepszą przyjaciółkę poznałam w 2 klasie gimnazjum w kolejce do psychologa szkolnego. Wiadomo, wariaty trzymają się razem :) A tak w ogóle, to nic z tej szkoły nie wyniosłam, oprócz doniczki z kwiatkiem i przyjaźni z moją kochaną Demonicą. A wyglądało to jak nieudolny podryw „hej, fajny masz plecak, gdzie kupiłaś?”

- w knajpie (tam to się ciągle chodzi)

No ale trzeba uważać. Tam to ja wiele osób poznałam. Mojego najlepszego kumpla. Kiedy Demonica wyszła, bo już musiała, a ja zostałam sama, no prawie sama, bo siedziałam przy ladzie z moją pasteryzowaną perłą export, podszedł do baru facet, na oko w średnim wieku (dobrze że on nie wie że pisze bloga, bo by mnie zabił za ten „średni wiek”) Powiedział „whisky dwa razy” i jedną postawił przede mną. Spojrzałam na niego z miną „WTF? To dla mnie?” Po czym się uśmiechnęłam, podziękowałam i wypiłam… Gadaliśmy do 5 nad ranem… A zaczęliśmy koło północy. Na pytanie dla czego do mnie podszedł odpowiedział „Bo wyglądałaś jak siedem nieszczęść a mój kumpel powiedział: „ty popatrz jaka nieszczęśliwa laska, pewnie facet ją zostawił, podejdźmy do niej” No to podszedłem.” Knajpy to fajne miejsca, pełne cudownych ludzi, którzy z chęcią postawią ci coś do picia. ^^ Ale trzeba się mieć na baczności. W tej samej knajpie, która już nie istnieje, a nazywała się „Alchemik” poznałam ostatniego debila, jaki chodzi po tym globie, i jeśli zostalibyśmy ostatnimi ludźmi na ziemi, i to od nas miało zależeć, czy ludzki gatunek przetrwa, bez zastanowienia poderżnęła bym sobie gardło. A niech zdycha w samotności. (ale ze mnie egoista)

- w sklepie

tu akurat nikogo nie poznałam… chyba… *myśl myśl*

- bo on był przyjacielem, chłopaka, którego moja przyjaciółka poznała gdzieś tam, przez kogoś tam, i on ją podrywał na koncercie, a potem spotkaliśmy się w parku… czyli: „skąd ja tego człowieka znam?”

W ten, o to dokładny sposób, poznałam mojego byłego… Cudownego człowieka, z którym mam lepszy kontakt po zerwaniu niż pod koniec naszego związku. I mimo że skończył się on półtora roku temu nadal się widujemy i rozmawiamy.

 

Się rozpisałam… Ale spoko. Ludzi poznajemy wszędzie, bo chcemy, tak już mamy. I chwała innym ludziom że z nami wytrzymują. Ostatnio mój dobry znajomy stwierdził że należy mi się renta, za to że z nim wytrzymuję. ^^” Ale nie należy szukać znajomych na siłę, to nic nie da. Będziemy odbierani za samotnych desperatów bez aspiracji, a chyba zależy nam na jakiś sensownych znajomościach, przynajmniej mi. Bądźmy sobą, nie udawajmy kogoś kim nie jesteśmy, a znajdziemy równie powalonych jak my, ludzi z podobnymi hobby lub odchyłami od normy. Nie starajmy się zatrzymać ich przy nas na siłę, skoro od chodzą, to nie są dla nas. Jeszcze raz, bądźmy sobą!! I najważniejsze. Prawdziwego przyjaciela ma się jednego, w ekstremalnych przypadkach może ich być więcej ale to się zdarza w filmach i bardzo rzadko w rzeczywistości, ale za to na całe życie. Prawdziwy przyjaciel to taka osoba, która wie o tobie wszystko, a mimo to, wciąż cię jeszcze kocha. Bo kumpli, znajomych można mieć masę (ale większość z nich jest fałszywa) Przyjaciół też (tu fałszywi są najczęściej) ale tego prawdziwego poznamy po dwóch rzeczach. On zawsze powie ci prawdę. Po zerwaniu z facetem Twoja prawdziwa przyjaciółka powie ci to co na prawdę myślała… „To i tak nie miało sensu, on jest palantem, a skoro go nadal kochasz jesteś głupia” po czym weźmie cię do siebie, będziecie się opychać nie zdrową żywnością i oglądać filmy z Johnym  Deepem. A kiedy postanowisz zrobić coś odjechanego, np wyjść w przebraniu teletubisia na miasto powie „poj**ało cię!? Pożyczyć ci czerwoną torebkę?” Po czym ruszy z tobą w przebraniu Dipsjego.

Podsumowując: Ostatni sezon „przyjaciół” jest do bani. Należy uważać z kim się zadajemy. Ludzie są zwierzętami stadnymi tak samo jak wilki czy antylopy. Prawdziwego przyjaciela możemy poznać dosłownie wszędzie, więc nie napalajcie się na jakieś romantycznie, czy pełne akcji sceny. Internetowe znajomości są super, ale łatwo można się naciąć na obleśnego zboczeńca. (nic o tym nie pisałam, ale to jest prawda dawno temu objawiona. Mam wielu znajomych zza drugiej strony monitora, z kilkoma się widziałam i nie narzekam). Inu są bardzo fajne i słodkie. Jeśli jesteś ludziem typu „forever alone” nikt cię nie lubi to: rusz swój tyłek do schroniska po psiaka… one też są „forever alone” i potrzebują twojej przyjaźni i miłości. I tym samym się odwdzięczą.

Się rozpisałam… I strasznie o sobie… No i co, to mój blog.

 

//Audycja zawierała lokowania produktu//