Kiedyś popełniłam zbrodnie i gwałt (nie koniecznie w tej kolejności) na formie literackiej zwanej opowiadaniem, a oto co z tego wyszło…

 

„Sumienie.”

-Nie! – Krzyknęła młoda kobieta, kiedy wyrwano z jej rąk kilkumiesięcznego syna. Na przeciw niej stał wysoki brunet z długimi włosami spietymi w luźny kucyk. Nie był piękny ani brzydki, był przerażająco groźny. Obok niego stało dwóch chłopaków ubranych w czarne swetry i bojówki. Wyglądali prawie tak samo. Starszy wyglądał na 18 lat, on trzymał w rękach dziecko, drugi młodszy na oko 16latek uderzył kobietę pięścią w twarz gdy spluneła na mężczyzne. Zaśmiał się gdy upadła.
-suka – warkną. Kobieta klęczała przed nim.
-Błagam, oddaj mi go… – powiedziała łkając.
-Nie – odpowiedział mężczyzna a młodszy z chłopców kopnął ją w brzuch okutym butem. Dziecko płakało.
-Będzie jednym z nas głupia dziwko – zaśmiał się, widok zwijającej się kobiety plującej krwią podniecał go bardziej niż porno.
-Mene… Mene… Tekel Upharsin… – Nic więcej nie zdążyła powiedzieć. Chłopak z całej siły kopnął ją w głowę a ona padła bez ducha. Na te słowa mężczyzna stracił pewność siebie, lecz było to chwilowe.
-Eryk, zabierz chłopaca do domu, a ty – spojrzał na młodszego i wybierzył mu siarczysty cios w policzek – nie kazałem ci jej zabijać głupcze. Zejdź mi z oczu Sebastianie, nie chcę cię dzisiaj widzieć – Powiedział, poczym wyszedł z mieszkania.
Szedł ulicą spoglądając na płonące wraki samochodów, zdewastowane sklepy. Był bardzo zadowolony z tego niemal postapokaliptycznego obrazu. Wystarczyło jedno maleńkie ziarenko niepewności jakie zasiał w sercach kilkunastu chłopców. W kilka miesięcy zaowocowało to obaleniem uwczesnej władzy, zabójstwem prezydenta, buntem i przejęciem władzy absolutnej.

******

Gdy wszedł do salony przywitał go mężczyzna siedzący w klatce niczym skowronek.
-Gabryś! Wróciłeś! Nudziło mi się bez ciebie. Kogo dzisiaj zabiłeś? – Gabriel nie odpowiedział tylko rozsiadł się w gotelu.
-Gabriel… Gabriel – imię archanioła, który przyniósł nowinę Marii że urodzi Jezusa. Nie wyglądasz mi na pogodnego listonosa. – Gabriel spioruował go wzrokiem, lecz on ciągnął dalej. – No chyba że przynosisz rachunki i listy od komornika. Zbuntowałeś się, zapragnąłeś władzy, mimo że byłeś bardzo wysoko postawiony w tym kraju, pociągnąłeś za sobą tych młodych, niewinnych chłopców. Bardziej pasuje do ciebie imię Lucyfer.
-Milcz! Och jaka szkoda że nie mogę cię zabić.
-Ano co racja to racja – Powiedział mężczyzna w klatce szczerząc zęby w uśmiechu.
Gabriel przyłożył dłonie do skroni jak gdyby dostał migreny. Miał dość tego papli Conscience’a. Dla czego nie mógł go zabić? Dla czego? Dobrze że chociaż udało mu sie go zamknąć w tej klatce, to już dawno dostał by szału.
-Conscience, dla czego poprostu się nie zamkniesz?
-A czemu miał bym to zrobić?
-Bo mam cię dość!
-A to już twoja sprawa – powiedział mężczyzna. Usiadł na ziemi opierając się plecami o pręty klatki. – Ale czemu pozwoliłeś zabić mu tę kobietę? Wiesz jaki on jest, ty go wychowałeś, ty jesteś za niego odpowiedzialny. Słyszysz? Odpowiedzialny – Ale Gabriel nie słyszał, powoli odpływał w niebyt. Zasnął. Obudził się po jakiś 3 godzinach, przetarł oczy wstając i wyszedł na taras. Nie zauważył że klatka Conscience’a jest pusta. Patrzył z lubością na swoje imperium. Był tak z siebie dumny, z tego co stworzył. Miał wszystko, władzę absolutną, armie nastolatków gotowych na każde jego skinienie palcem. Był tak zajęty podziwianiem swoich dokonań ze nie zauważył że ktoś stał za nim.
-Mene Mene Tekel Upharsin – Usłyszał za sobą, uśmiech zniknął z jego twarzy, nie zdążył się obrócić by zobaczyć kto to, gdy poderżnięto mu gardło. Krew trysnęła z rany zachlapując marmurową posadzkę i kamienne balustrady. Chciał coś powiedzieć, lecz z jego ust dało się słyszeć tylko charkot. Martwy upadł na podłogę. Jego ręce i nogi drgały jeszcze przez chwile.

*************

Po pogrzebie przy grobie zostali tylko Sebastian i Eryk.
-Ciekawe kto go zabił – powiedział młodszy.
- Nie kto lecz co – odparł zwykle milczący Eryk beznamiętnym jak jego spojrzenie głosem.
-Więc co to było?
Jak to co? – Odparł chłopak odwracając się na pięcie i zostawiając Sebastiana samego.
-Sumienie…